Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twilight. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twilight. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Drugie nadejście zmierzchu


Cztery zimy zajęło Blake’owi Juddowi oraz Wrestowi wskrzeszenie zapoczątkowanego przed laty projektu, pięć – wyplucie kolejnego albumu. Powrót Twilight stał się jednak faktem. To, co początkowo miało być jedynie niewinną, okazjonalną próbą stworzenia czegoś nowego wspólnymi siłami, zaczęło nabierać bardziej konkretnych kształtów w momencie, gdy do prac nad materiałem postanowiono zwerbować N. Imperiala, znanego m.in. z Krieg oraz występów z Judas Iscariot. Wtedy również zapadła decyzja, że owe zmagania z ciemną soniczną materią uwiecznione zostaną na drugim pełnometrażowym wydawnictwie sygnowanym logo Twilight. Do procesu błyskawicznie zaangażowano gitarzystę Stavrosa Giannopoulosa (The Atlas Moth), którego wcześniej łączyły z Juddem plany artystyczne; to, co udało im się do tej pory wygenerować, włączono do programu albumu. Całości dopełniła obecność Sanforda Parkera, znanego choćby z Minsk, który zaoferował realizację nowego dzieła w prowadzonych przez siebie chicagowskich Volume Studios. To również on umiejętnie przemycił na płytę syntezatorowe brzmienia. Efektem starań i nieziemskich zapewne wysiłków jest 8 kompozycji, stanowiących zawartość krążka „Monument to Time End”.


Pomimo niewątpliwie imponującego składu, Twilight szczęśliwie unika syndromu większości tzw. supergrup, które najczęściej niewiele proponują poza spisem znanych tu i ówdzie nazwisk. Amerykanie oferują blisko godzinę muzyki tajemniczej, niejednoznacznej. Ascetycznie surowej i oziębłej, a zarazem pełnej subtelności i, na swój sposób, delikatnej. Określenie tego tworu kategorycznym wyrażeniem „black metal” budzi spory, pomimo iż grupa w ten właśnie sposób najczęściej przedstawia swą twórczość. Faktycznie, można uznać, że black metal stanowi tu swoisty punkt wyjścia, lecz co sprawniejsze ucho z pewnością doszuka się na „Monument to Time End” silnych pierwiastków ambient, noise czy post rocka. Na pewno nie jest to rzecz, którą łyka się bez popity za pierwszym odsłuchaniem i – jak na ironię – fakt ten można poczytać drugiemu wydawnictwu tej hordy za cnotę. W odróżnieniu od pojawiających się ostatnio en masse jak grzyby po psim siku niewyraźnych postblackmetalowych epigonów, smakuje się je pomału, trawi sekunda po sekundzie, odpuszcza na jakiś czas i po nim powraca w gotowości podjęcia kolejnych wyzwań. Oczywiście nie do każdego maniaka sztuki ekstremalnej trafi muzyczny koktajl serwowany przez Twilight, i niech sama ta konstatacja będzie potwierdzeniem, że mamy do czynienia z czymś elitarnym i awangardowym. Całemu zamieszaniu pikanterii niechaj dodaje brak zainteresowania członków Twilight pojawianiem się na scenicznych deskach. To czyni obcowanie z „Monument to Time End” zdecydowanie osobistym, introwertycznym przeżyciem. I pomimo, że już niebawem powinniśmy wyglądać na horyzoncie najnowszej kreacji Nachtmystium, tak przekonany jestem i apeluję o to, by „dwójkę” Twilight postrzegać jako twór znacznie bardziej wartościowy, niźli przystanek w oczekiwaniu na „Addicts: Black Meddle Pt. 2”.


Premiera już za tydzień (27 kwietnia) nakładem amerykańskiego labelu Southern Lord, jednak już w najbliższym wydaniu Thrashing Madness nadarzy się kolejna okazja, by zapoznać się z drugą po zeszłotygodniowej odsłoną tej znakomitej płyty.


Obecny skład Twilight to:

N. Imperial - wokal
Blake Judd – gitary, wokal
Wrest – bębny, bas, gitary
Stavros Giannopolous - gitary
Sanford Parker – Mini Moog, fx
Aaron Turner – gitary, efekty, wokal